Robot z tysiącem twarzy — czy EMO może wspierać terapię?
EMO to mały robot na biurko od Living.ai. Ma ekran twarzy zdolny do ponad tysiąca ekspresji, rozpoznaje twarze domowników, reaguje na głos i dotyk, porusza się autonomicznie i prowadzi rozmowy przez wbudowanego asystenta AI. Kosztuje około 300–400 dolarów i jest sprzedawany jako gadżet, zabawka dla dorosłych, elektroniczny kompan. Nic w materiałach producenta nie sugeruje zastosowań terapeutycznych.
Ale kiedy patrzy się na tę specyfikację przez pryzmat dostępności, trudno nie dostrzec potencjału. Roboterapia — czyli terapia wspomagana robotami — to realny i rozwijający się obszar. Roboty takie jak Kaspar (zaprojektowany specjalnie dla dzieci z autyzmem) czy PARO (foka używana w terapii demencji) mają udokumentowane efekty kliniczne. EMO wpisuje się w tę samą intuicję: bogata mimika może pomagać w nauce rozpoznawania emocji, a przewidywalny, niereagujący na stres partner interakcji redukuje lęk społeczny — oba problemy typowe w spektrum autyzmu. Dla osób z demencją robot-kompan może łagodzić poczucie izolacji podobnie jak PARO.
Muszę być tu precyzyjny: EMO nie jest urządzeniem medycznym, nie przeszedł badań klinicznych i nie ma dedykowanych trybów terapeutycznych. To produkt konsumencki. Różnica między nim a Kasparem czy PARO jest zasadnicza — tamte urządzenia powstały z myślą o konkretnych potrzebach i zostały przebadane. EMO to na razie idea i potencjał, nie zatwierdzone narzędzie. Warto jednak śledzić, czy producent lub społeczność badaczy pójdą w tym kierunku — platforma wydaje się do tego gotowa.
Warto przeczytać w całości: EMO — Living AI